O druku 3D było już sporo, także tutaj. W Poznaniu, m.in. za sprawą Omni3D (Karol Dziadkiewicz gościł niedawno w Białymstoku) można sobie za darmo wydrukować przedmioty w tamtejszym Leroy Merlin. W USA coraz poważniejszym problemem staje się nawet drukowanie plastikowej broni, która jest o tyle kłopotliwa, że nie wykrywają jej bramki na lotniskach. Jednak nawet bardziej interesującą dziedziną wydaje się druk 4D.

Jaki znowu druk 4D – zapytacie. Chciałbym od razu zaznaczyć, że mnie też nie podoba się to określenie, ale skoro takie jest powszechnie używane, to nie będę wymyślał nic nowego. Jednak druk 4D to nic innego jak “zwykły” wydruk 3D z jedną drobną, ale zmieniającą postać rzeczy cechą. Ta dodatkowa właściwość wydruków 4D to ich zdolność do samodzielnego składania. Trzeba jednak pamiętać, że technologia druku 4D jest jeszcze w powijakach i tak naprawdę trudno mówić jeszcze o jakimkolwiek jej praktycznym zastosowaniu, zwłaszcza w obecnym stadium. Na razie muszą nam wystarczyć całkiem ciekawie wyglądające prezentacje


Jak to działa? Zasada samego druku pozostaje niezmienna. Kluczem do zmieniających się w czasie wydruków jest materiał z którego model został wykonany. Najprostszym sposobem jest używanie w modelach materiałów kurczących się w kontakcie z wodą, ale możliwości jest znacznie więcej.

Po co to? Osobiście widzę dwa duże atuty. Pierwszy to właśnie wspomniana samoskładalność, a drugi to możliwość drukowania dużych obiektów (dużych po rozłożeniu) w małych drukarkach 3D.

W badania nad technologią inwestuje amerykańska armia, dwa tygodnie temu Army Research Laboratory, agencja badawcza amerykańskiego wojska przekazała trzem zespołom badawczym grant w wysokości 855000 dolarów do podziału. Niby nic, zwłaszcza jak na wojskowe standardy, ale widać, że coś w tym temacie się dzieje.

Czy przyszłość to przedmioty które wyciągamy z małego opakowania, “podlewamy” wodą i czekamy, aż na naszych oczach rozłożą się i same przygotują do użycia?